Defibrylator

5 (100%) 2 votes

defibrylatorDefibrylator      NZK + AED = WNM

 

Tytuł artykułu wygląda i przywodzi na myśl zapewne co niektórym z was napisy z murów  – dla niewtajemniczonych WNM znaczyło kiedyś po prostu Wielka Nieskończona Miłość. NZK + AED…o co chodzi ?

 

NZK to Nagłe Zatrzymanie Krążenia (ang. cardiac arrest), spowodowane mechanicznym zatrzymaniem pracy serca, co z kolei powoduje brak przepływu krwi w ciele i prowadzi do zatrzymania oddechu a w dalszej fazie do nieodwracalnych zmian w mózgu spowodowanych jego niedotlenieniem. Czas od momentu zatrzymania pracy serca do momentu niedotlenienia mózgu jest określany na około trzy do pięciu minut. To czas w jakim powinna rozpocząć się resuscytacja, czyli masaż serca wspomagany sztucznym oddychaniem. Tutaj też jest moment kiedy przyda się defibrylator.

Defibrylator – co to takiego

AED (Automated External Defibrillators) czyli Automatyczny Defibrylator Zewnętrzny to nic innego niż w pełnym uproszczeniu „skrzyneczka” z miejscem na podłączenie dwóch elektrod, wyposażona w baterię oraz czasem w wyświetlacz. I tyle. Albo aż tyle. Bo to małe pudełko jest na tyle „mądre”, że powie nam laikom, co i jak mamy po kolei zrobić, oceni stan poszkodowanego i w razie potrzeby wyda nam polecenia, w jaki sposób dalej postępować.

Bardzo ważnym jest by się go nie bać użyć – współczesny defibrylator AED nie zrobi nikomu krzywdy – bez potrzeby nie wyzwoli impulsu elektrycznego, stąd szanse na porażenie prądem postronnych osób są bliskie zeru (wyładowanie następuje wtedy, gdy jest bezpiecznie), a jeśli będzie potrzeba przeprowadzenia resuscytacji –przypomni stosunek ucisków do oddechów dodatkowo monitorując cały czas stan poszkodowanego.

Teraz zastanówmy się pokrótce, dlaczego pomiędzy stanem zatrzymania pracy serca a AED jest aż tak wielka zależność. Tytułowa Wielka Miłość… Przecież może ktoś powiedzieć, że przy NZK wystarczy wykonywać resuscytację. I tak … i nie…
Jak najwcześniejsze rozpoczęcie masażu serca wraz z oddechami zastępczymi jest bardzo istotne zw względu na przeżywalność oraz wspomniane zmiany w mózgu. Jednak pomimo pełnego zaangażowania osób ratujących w danej chwili życie, z każdą minutą prowadzenia resuscytacji kiedy nie ma żadnych oznak życia, niestety szanse na pełne wyzdrowienie maleją. Tu właśnie z pomocą przychodzą defibrylatory, które – co jest udowodnione naukowo, odpowiednio wcześnie użyte potrafią zwiększyć szanse na przeżycie aż o 70%. Czas w jakim powinno się podłączyć poszkodowanego do defibrylatora AED to około 90 sekund.
To tak jak być i nie być. Żyć i nie żyć.

Defibrylator – jak go użyć

Jednak żeby użycie AED miało sens, należy to zrobić w odpowiedni sposób i w odpowiednim czasie. Zacznijmy od drugiej zależności – czas. W jaki czasie powinno się skorzystać z AED ? Odpowiedź jest banalnie prosta, zawarta kilka zdań poniżej – jak najszybciej. Na szczęście AED są coraz bardziej dostępne, zarówno w dużych skupiskach handlowych, marketach, dworcach czy lotniskach. Można spotkać się z różnymi oznaczeniami miejsca przechowywania defibrylatora. Te poniżej to najpopularniejsze:

Co do odpowiedniego sposobu użycia defibrylatora, sprawa nie jest już tak prosta i oczywista. Jednak wystarczy zapamiętać kilka podstawowych zasad, by w pełni odpowiedzialnie móc z niego skorzystać. Oto one:

– do momentu dostarczenia AED wykonujemy resuscytację krążeniowo-oddechową;
– po dostarczeniu AED – słuchamy i wykonujemy jego komendy głosowe;
– elektrody przyklejamy na gołą klatkę piersiową, która musi być sucha a poszkodowany nie może leżeć na mokrej powierzchni;
– jeśli poszkodowany to dziecko – powinny być użyte elektrody pediatryczne (specjalne, przeznaczone dla dzieci)
– zarówno podczas analizy jak i podczas samego wyładowania – odsuwamy się oraz wszystkie postronne osoby od poszkodowanego;
– jeśli jest potrzebna dodatkowa „ręczna” resuscytacja – prowadzimy ją przez cały czas pomiędzy wyładowaniem a kolejną analizą;

– pomocy udzielamy do momentu poprawy stanu poszkodowanego lub przyjazdu profesjonalnych służb…zmęczenia nie biorę pod uwagę…

Trudne? Według mnie nie. Potrzebne? Jak najbardziej !

Na koniec refleksja – pamiętajmy, że nie robiąc nic, skazujemy innego człowieka na prawie pewną śmierć lub kalectwo. Jednak podejmując jakiekolwiek działanie, bardzo mocno zwiększamy jego szanse na przeżycie.
A to już jest bezcenne…

Łańcuch przeżycia

Kuba Czajka – ratownik